Obchodząc uroczystość Wszystkich Świętych, czcimy nie tylko tych, których społeczność Kościoła dostrzegła w ich głęboko chrześcijańskim, pełnym heroicznej miłości życiu a Urząd Nauczycielski Kościoła wyniósł na ołtarze, ale olbrzymią liczbę świętych nam nieznanych, ale znanych Bogu i radujących się w Niebie - w domu Ojca i uczestniczą w chwale Jezusa Chrystusa. Oni już doszli do tego celu, do którego my dążymy. Wszyscy bowiem jesteśmy powołani do świętości. Pan Jezus wzywa nas do doskonałej miłości bliźnich - także nieprzyjaciół - bo tak miłuje Bóg - i mówi (w kazaniu na górze, Ewangelia wg Mateusza 5, 45): Bądźcie doskonałymi jako i Ojciec wasz w Niebie jest doskonały. W wypowiedzi tej Chrystus mówi nam o doskonałości w bezinteresownej miłości bliźnich.
W dzieciństwie, poprzez chrzest święty, zostaliśmy przez Boga powołani. Nie myśmy Go wybrali - to Bóg nas wybrał, gdy sprawił, że nasi rodzice poprosili Kościół o chrzest święty dla nas. W chrzcie z wody i Ducha Świętego zostaliśmy wezwani przez Boga po imieniu, oczyszczeni mocą Ducha Świętego z grzechu i przeobrażeni w dzieci Boga samego a uczniów Jezusa Chrystusa. Zostaliśmy włączeni w Kościół - mistyczne ciało Jezusa Chrystusa (por. 1 Kor 12, 12-13), staliśmy się świątynią Boga samego w Duchu Świętym i cząstką Kościoła jak żywe kamienie wielkiej Bożej świątyni (por. 1 P 2,5), jak gałązki winne tkwiące w pniu winorośli - a pniem jest Chrystus. Staliśmy się, każdy z nas, cząstką Ludu Bożego - ludu kapłańskiego i królewskiego, żyjącego po to, by przynosić Bogu obfite owoce dobra i głosić na cały świat Bożą miłość objawioną w Jezusie Chrystusie naszym Panu i Zbawicielu.
W powołaniu do świętości nie ma różnicy między księdzem, zakonnikiem czy zakonnicą i osobą świecką. Każdy jest tak samo wezwany do tego, by całym sobą miłował Boga i bliźnich i cały świat stworzony przez Boga. Powołanie szczegółowe określa pewne formy życia i pracy - służby Bogu i ludziom. Ale w każdej formie tego życia można kochać. Tego nas też uczą liczne beatyfikacje bardzo rozmaitych ludzi, również mała święta Teresa, ogłoszona niedawno doktorem Kościoła, czy też święty Franciszek, gdy tworzył Trzeci Zakon Małych Braci, złożony ze świeckich, żyjących w rodzinach i pracujących w różnych zawodach.
Na czym polega dążenie do świętości? Na pewno nie na mnożeniu modlitw i nabożeństw. One mogą nam pomagać w ufaniu Bogu i w miłowaniu Go oraz bliźniego. Wyrażają też jakoś nasze pragnienie wielbienia Boga. Ale Pan Jezus powiedział, że nie jest człowiek dla szabatu, lecz szabat dla człowieka. Modlitwa ma nam pomagać w usłyszeniu wezwania Boga - w rozumieniu Jego woli i w oddaniu Bogu swego codziennego życia. Ale świętym staje się człowiek w powszednim życiu - w stosunku do pracy, bliźnich, do całego świata, także do świata przyrody. W codziennym życiu możemy stawać się ubogimi w duchu, to znaczy gotowymi do dzielenia się tym, co mamy i ufającymi nie pieniądzom i ludzkiej potędze lecz samemu Bogu. Możemy, realizując Jezusowe błogosławieństwo, zabiegać o sprawiedliwość Królestwa Bożego, płakać nad złem, pocieszać smutnych, mieć dla Boga czyste, otwarte serce, budować pokój, okazywać miłosierdzie, przebaczając, tym którzy nam zawinili, miłować aż do narażania się na prześladowanie.
Wobec wymagań Ewangelii nie dorastamy - wszyscy wciąż jesteśmy nawracającymi się grzesznikami. Ale jesteśmy też w drodze ku świętości - czyli ku pełnej jedności z Bogiem w tej miłości, jaką nas obdarza Duch Święty i dopełnia miłości bliźniego, która również jest darem tego samego Ducha Świętego.
W tej drodze do świętości umacniają nas sakramenty święte. Szczególnie trzeba pamiętać o łasce chrztu św., bierzmowania, sakramentu pojednania i o Eucharystii, która nas jednoczy ze świętym Jezusem Chrystusem - Synem Bożym, w Duchu Świętym. Świętość ludzka - nawet największych, nie jest naszym ludzkim dziełem, lecz dziełem Boga Samego. To On nas uświęca i prowadzi do pełni życia dzieci Bożych, którą to pełnię dla każdego z nas zamierzył. My możemy tylko pozwolić Bogu by w nas działał mocą swojego Ducha, lub też możemy przed nim uciekać i zamykać drzwi naszych serc.
Nasze drogi są często kręte, odchodzimy i wracamy. I dlatego też istnieje po śmierci czyściec - czyli stan, w którym musimy dopiero zostać oczyszczeni z wszystkiego, co nie jest miłością - co jest egoizmem, samozadowoleniem, buntem wobec Boga, nierozumieniem i błotem. On - Bóg, który jest Miłością w tym też okazuje swoje miłosierdzie, że tych którzy chociażby Go i ludzi troszkę kochali za życia na ziemi i nie odrzucili stanowczo w chwili przejścia na drugą stronę życia, oczyszcza i doprowadza do Siebie. Istnienie czyśćca jest naszą wielką nadzieją dojścia do pełni tej Miłości, jaką jest Niebo - nawet wtedy, gdy nie dojdziemy do niej na ziemi. W tej też nadziei modlimy się w dniu zadusznym za wszystkich zmarłych, z których wielu to są już i święci, ale wielu też przechodzi stan oczyszczenia. Za nich ofiarujemy Bogu modlitwy i Msze Święte a w nich samego Pana Jezusa, Którego Jedyną ofiarą na krzyżu jesteśmy zbawieni.
Chodzimy na cmentarze, wspominamy naszych bliskich, którzy odeszli. Ale jakoś za mało w nas nadziei zmartwychwstania z Chrystusem i osiągnięcia także przez nas tej pełni dziecięctwa Bożego, świętości i wszelkiej radości we wspólnocie świętych w Królestwie Bożym do jakiej jesteśmy powołani - nie tylko my będący w Kościele, ale cała ludzkość. Po to jesteśmy w Kościele by współpracować z Bogiem dla zbawienia całego świata. Żyjmy tą nadzieją.



